Przyjaźń między kobietą, a mężczyzną?
Temat znany jest chyba od wieków, a przynajmniej, parę razy zdarzyło Nam się o nim czytać, słyszeć, albo też przeżyć na własne skórze jej skutki? Właśnie, doświadczyć osobiście.
Powiem szczerze i ja jej doświadczyłam, każda wyglądała lub wygląda nieco inaczej... każda doprowadziła/doprowadza do innych wniosków. Jednak czy istnieje myślę, że tak. Tylko jedyne, co może najgorszego spotkać taką przyjaźń to miłość.... lub zauroczenie na tyle silne, by boleśnie się poranić i zwątpić w tą drugą osobę. Jej intencje itp.
Idźmy jednak dalej, nie zniechęcajmy się do tego wstępu ;)
Był rok 2001, zyskałam mój pierwszy dostęp do Internetu, wtedy płaciłam za ten rarytas bajońskie sumy. Pomogło mi to jednak w ukończeniu liceum i paru innych sprawach. Stało się też tak, że pewnego dnia poznałam tam chłopaka mieszkał, że tak powiem na drugim końcu Polski - przynajmniej dla mnie hihi, konkretnie w województwie Opolskim. Kontaktowaliśmy się w zasadzie za pomocą wiadomości email, gdyż nie każde z nas miało czas i możliwość siedzieć cały czas przy owej sieci. On jako starszy wiekiem miał już pracę, ja w tym czasie kończyłam ostatnią 4 klasę liceum, więc wiadomo jak to bywało wtedy. Dużo nauki, a zajęć poza szkołą też sporo. Niemniej pozwoliło nam to też czasem na kontakt na modnym wtedy jeszcze Gadu-Gadu (GG, aż dziw, że do dziś pamiętam swój nr. choć zabytku nie używam od lat). Wymienić się informacjami na temat co zmienimy na naszym projektowanym wtedy dopiero serwisie internetowym poświęconym twórczości Whartona. Czas biegł swoim torem. W między czasie, wypadły miesiące letnie, wreszcie błogi czas lenistwa i wyjazd do Polanicy Zdrój z SSPNem
Przy okazji spotkanie w realu na żywo za pozwoleniem kierownictwa i opiekuna mojej osoby :) Było ok, fajne rozmowy, spacery, jakiś posiłek, nastrojowo, miło, szkoda kończyć spotkanie, no ale czas leci. Kontakt był nadal. Wbrew pozorom nie zmienił się on mimo iż zobaczyliśmy się na żywo, bo ok na początku ja mogłam wystraszyć się stanu cywilnego nowego przyjaciela, a on mojej niepełnosprawności ruchowej. Jednak jakoś do tego nie doszło, jak i również nie nastąpiło to po realnym spotkaniu. Kontakt był przez dobre pół roku 2002, aż do zaplątanego listu, który miał trafić do zupełnie innego adresata, a trafił do mnie. Wszystko było by ok, gdyby On mnie w sobie z lekka nie rozkochał, a wiadomo młoda niepełnosprawna 19-latka miała jeszcze fiubdziu w głowie i łatwo popadała w obiekty westchnień i niestety jak już wpadała to głęboko i na długo. Tak też było wtedy. Do dziś mam do niego wielki żal, że zerwał kontakt. Ok musiałam się wylizać musiał minąć pewien czas, ale teraz po latach spokojnie mogłabym gadać sobie z nim o jego życiu tamtejszym i obecnym z większym spokojem, bo to już miła przeszłość. Szkoda, że taki głupi wybryk jak przekreślanie przyjaźni przez męskie rozkochanie niewinnej dziewczyny, a potem podrzucenie jej listu cieknącego miłością do innej wbiło jej lancet w serce i spowodowało chwilowe zastopowanie - szok po prostu, z którego musiałam wyjść. Długo wychodziłam, ale wyszłam teraz chciałabym się poradzić w paru kwestiach, pogadać jak przyjaciel z przyjacielem który już coś tam od życia wie, bo jest starszy, no ale Brzeg daleko.... On też.
Choć z mojej strony jeśli Max byłby chętny na przyjaźń w nowej formie to ja bardzo chętnie popiszę od czasu do czasu pomiędzy zajęciami. Gdyby tylko odpowiedział na maile...to było by uprzejme z jego strony.
CDN.



Komentarze
Prześlij komentarz